Zalałem raka wódą
Data:To najtrudniejszy rywal, który stanął na ich drodze. Trudno go oszukać, bo ON ma przewagę i atakuje z zaskoczenia. Zobacz jak sportowcy poradzili sobie z nowotworem.
Lance Armstrong, Mario Lemieux, Jose Molina, Andrzej Niemczyk, Ryszard Bosek, ostatnio Agata Mróz... Co łączy tych ludzi związanych mocno ze sportem? Ich najgroźniejszym rywalem okazał się rak!
Osiem lat walki ze świństwem
Walka Andrzeja Niemczyka z nowotworem, to gotowy scenariusz na niezły film.
Walka Niemczyka z tym „cholerstwem” (jak sam trener nazywa nowotwór) trwała aż osiem lat!Kiedyś przy goleniu wyczułem małego guza - opowiada były selekcjoner „Złotek”. - Coś mnie tknęło i poszedłem na badania. Wynik? Jak wyrok - mam raka!
Kiedyś pryszedł na trening w Turcji z ogoloną głową, po chemioterapii. Zawodniczki zaraz się zorientowały, co się stało. Zaczęły płakać, lamentować, załamały się! A Niemczyk?Raz było lepiej, raz gorzej, ale powiedziałem sobie, że muszę z nim wygrać - wspomina.
Niemczyk był w Polsce prekursorem upublicznienia choroby nowotworowej. Przełamał wstyd i podczas jednego z wywiadów wyjawił swoją tajemnicę. Nie chciał współczucia, postanowił jednak walczyć, aby ludzie chorzy na raka nie czuli się gorsi.Stanąłem przed nimi i krzyknąłem: „Laski! Nie denerwujcie mnie. Żyję i zamierzam jeszcze długi czas Was trenować, więc nie rozklejajcie mi się tutaj. Do pracy!”. Muszę przyznać, że były lekko zszokowane, skąd biorę tyle sił w takiej sytuacji - dodaje szkoleniowiec.
Po ośmiu latach walki oznajmił nagle:
Jego słowa potwierdził prof. dr hab. med. Janusz Kłoczko ze szpitala Akademii Medycznej w Białymstoku:Jestem zdrowy! Pokonałem to świństwo!
Niemczyk wygrał najważniejszy „mecz” swojego życia. A jak to zrobił?Po raz kolejny w organizmie Andrzeja Niemczyka nie stwierdzono komórek nowotworowych. W terminologii medycznej to remisja, czyli wycofanie choroby.
Zalałem raka wódą - oznajmia w swoim stylu. - Nigdy nie ukrywałem, że lubię się napić i że kocham kobiety. Jaka choroba wytrzymałaby taki styl życia?
ON jeszcze może wrócić
Mario Lemieux - któż nie zna tego hokeisty? Legenda tego sportu aż dwukrotnie stanął „oko w oko” z rakiem. Po raz pierwszy w 1993 roku (wówczas miał 28 lat).
Lemieux pokazał charakter prawdziwego sportowca. Nie przerwał kariery. Zniknął z treningów jedynie na 51 dni (to nie pomyłka!). Przeszedł chemio- i radioterapię w najlepszych klinikach i... wrócił na lodowisko. Czuł się na tyle dobrze, że w latach 1995-97 zdobył w NHL 119 bramek!Lekarze powiedzieli: „Mario, usiądź wygodnie! Mamy dla Ciebie wiadomość. Złą wiadomość” - opowiada hokeista. - Pomyślałem, że mam jakiś uraz i przez kilka dni nie będę mógł trenować. Ale nagle spadł na mnie piorun! „Masz ziarnicę złośliwą” - usłyszałem. Nie wiedziałem co to jest. „To nowotwór Mario!” - lekarze rozwiali moje wątpliwości.
I wrócił... Ze zdwojoną siłą zaatakował w 1997 roku.Byłem wniebowzięty, pokonałem raka, mogłem przenosić góry - wspomina Lemieux. - Zapomniałem jednak o słowach lekarza: „ON jeszcze może do Ciebie wrócić”.
Ostatecznie stanął znowu do walki - najtrudniejszej w życiu. I... Po trzech latach wyjechał na lód. I to w jakim stylu! W 2002 roku z reprezentacją Kanady wywalczył mistrzostwo olimpijskie.Gdyby nie najbliżsi, to bym się załamał - mówi zawodnik. - Miałem już dość. Lekarzowi oznajmiłem, że nie chcę się leczyć, niech się dzieje wola nieba.
A kibice kochają go do dzisiaj. Zobacz film, który powstał z okazji zakończenia kariery sportowej.Pokonałem GO! Jestem zdrowy - triumfuje Lemieux.
Lekarze dawali mi 50% szans
Poruszając temat walki sportowców z nowotworem nie można pominąć historii Lance'a Armstronga. Amerykanin jest jednym z najwybitniejszych zawodników w historii kolarstwa. Ale nie tylko ze względu na swoje sukcesy (siedem zwycięstw w Tour de France), ale także z powodu walki z nowotworem jąder.
W wieku 26 lat dowiedział się, że na jego drodze jest największa „góra”, jaką kiedykolwiek miał do pokonania na trasach kolarskich.
Zabrzmi to niewiarygodnie, ale prawda jest taka, że nawet w tej sytuacji kolarz codziennie siadał na rower i jechał kilkadziesiąt kilometrów.Rak mnie zaatakował z zaskoczenia - opowiada Armstrong. - Nie było wcześniej żadnych znaków ostrzegawczych. Podczas leczenia okazało się, że mam przerzuty. Nowotwór zaatakował płuca i mózg. Lekarze dawali mi 50% szans na przeżycie.
Po chemioterapii pojawił się na trasie Tour de France jako obserwator. Wychudzony, łysy, bez brwi - cień człowieka.Obiecałem sobie, że będę jeździł do samego końca - tłumaczy zawodnik. - Jeżeli położyłbym się w łóżku i czekał aż organizm pokona raka, pewnie bym przegrał.
No i wrócił... Jeszcze silniejszy niż przed chorobą. Niektórzy zarzucali mu nawet, że przy okazji walki z rakiem przetoczono mu krew i podawano środki dopingujące - stąd jego siła. Dziennikarze - zwłaszcza z Francji - wielokrotnie podawali „dowody” stosowania dopingu przez Armstronga. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) oczyściła go jednak ze wszystkich zarzutów.Zapytałem go: Lance czym się teraz będzie zajmował? Odpowiedział: jak to czym? Będę się ścigał! - wspomina jeden z najlepszych polskich kolarzy, Zenon Jaskuła. - Nikt mu wtedy nie uwierzył.
Armstrong założył fundację „Livestrong”, która wspomaga ludzi walczących z rakiem za pieniądze uzyskane ze sprzedaży charakterystycznych żółtych opasek. Swego czasu zrobiły one prawdziwą furorę - nie tylko wśród sportowców.
Walcz Agato! Walcz!
Teraz z najtrudniejszym rywalem zmaga się Agata Mróz. Od 17. roku życia próbuje pokonać chorobę szpiku kostnego. Kilka dni temu przeszła zabieg przeszczepu szpiku. W ciągu kilku tygodniu okaże się, czy jej organizm wygra tę wojnę.
Oto jedna z akcji zorganizowanych dla Agaty Mróz. Specjalny mecz, który odbył się w Bielsku-Białej.Jestem optymistką - podkreśla siatkarka. - Nie spodziewałam się, że moja choroba tak dotknie Polaków. Zbiórka krwi, badania dawców szpiku kostnego, wpłaty pieniężne... Coś niesamowitego. Aż chce się żyć!
Znając charakter dwukrotnej mistrzyni Europy można się spodziewać, że wróci jeszcze na parkiet. A może po raz trzeci sięgnie po mistrzostwo Europy? Dlaczego nie?